Obserwacje z mojego ogródka
Pożegnaliśmy zimę, na co niejeden z nas czekał z utęsknieniem, wypatrując – od chwili ustąpienia śniegu – pierwszych oznak nowej pory roku. Choć poranki jeszcze chłodne a liście ciągle jeszcze w nieśmiałych pąkach – ptasie śpiewy potrafią już obudzić nas o poranku. Ta wzmożona aktywność związana jest z nadchodzącym okresem lęgowym i dotyczy ona zresztą nie tylko ptaków. W moim ogrodzie zauważyłam też zmianę zachowań u innych odwiedzających podwórko zwierząt. Wiewiórka pospolita, bo o niej tu będzie słów kilka, jest jednym z nich.
Zima to niełatwy czas dla zwierząt. Baza pokarmowa jest skromniejsza, trudniej dostępna. Wiewiórki mają swoją strategię – przed nadejściem mrozów gromadzą zapasy, chowając je w swoich spiżarniach – zakopując orzechy czy żołędzie w ziemi lub chowając w dziuplach. Z takich ukrytych skarbów, z których gryzoń nie skorzystał, mogą wyrosnąć młode drzewa. Podobne zachowanie obserwujemy na przykład u sójki. To rozsiewanie nasion przez zwierzęta ma swoją nazwę – zoochoria, a konkretnie synzoochoria, jeśli rzecz dotyczy rozsiewania przez zakopywanie i ukrywanie zapasów np. żołędzi, orzechów laskowych czy włoskich przez wspomniane sójki czy właśnie wiewiórki.

Nadejście wiosny, cieplejszych i dłuższych dni powoduje, że przyroda, po zimowym letargu, budzi się do życia. Na ulubione nasiona, wyjadane z szyszek (sosnowych i świerkowych) czy orzechy wiewiórka musi jeszcze poczekać, dlatego wiosną w jej diecie dominują pąki, pędy potem także kwiaty, oraz kora drzew. Uzupełnieniem diety w kolejnych wiosennych miesiącach są także ptasie jaja, pisklęta, bezkręgowce oraz grzyby.
Zdobywanie pokarmu znajdującego się czasem wysoko na drzewie, nie stanowi dla niej problemu. Słynąca ze zwinności wiewiórka potrafi przeskoczyć z gałęzi na gałąź i pokonać odległość nawet pięciu metrów. Pomagają jej w tym mocne tylne kończyny oraz puszysty ogon, który jest dla niej sterem i hamulcem. Choć na drzewach ten gryzoń czuje się jak ryba w wodzie, w poszukiwaniu pokarmu schodzi także na ziemię. Na moim podwórku widuję ją jednak rzadko, bo bywalcami trawnika są moje dwa psy, których obecność skutecznie odstrasza wiewiórkę od opuszczania bezpiecznej nadrzewnej przestrzeni. Poza psami, zagrożeniem dla niej są koty, kuny, lisy czy niektóre ptaki drapieżne.
Gniazda wiewiórka buduje wysoko, w koronach drzew, (osadzając je zwykle w rozwidleniu gałęzi), z trawy, drobnych gałązek, wyściełanych mchem. Chętnie zajmuje dziuple lub gniazda ptaków – te ostatnie modyfikuje na swoją modłę, dobudowują zadaszenie. Gniazdo jest dla niej miejscem odpoczynku, tu też przychodzą na świat młode, które spędzą w nim kilka pierwszych tygodni swojego życia.

Zanim jednak pojawi się nowe pokolenie, będące samotnikami wiewiórki łączą się w pary. Jeszcze zimą (w styczniu bądź lutym) samce aktywizują się w poszukiwaniu swej wybranki. W czasie zalotów samiec lub często kilka samców, podąża za samicą (która informuje o swojej gotowości zostawiając sygnały zapachowe), choć bliżej prawdy byłoby, gdybym nazwała to pościgiem. Zwierzęta poruszają się po pniu sosny (biorąc przykład z mojego podwórka) tak szybko, że czasem trudno nadążyć, lub z pewnością ocenić, która z nich ściga, a która jest ścigana. W rozeznaniu się w sytuacji nie pomaga brak dymorfizmu płciowego, czyli różnić wyglądzie samca i samicy. Atrakcyjności tego godowego spektaklu dodaje intensywna wokalizacja (popiskiwanie), która daje wyraz podekscytowaniu zwierząt, charakterystyczne podskoki, rytmiczne ruchy ogonem czy uderzanie pazurów o korę drzew. Takie gonitwy mogą trwać naprawdę długo, i nie zawsze kończą się sukcesem. Mam nadzieję, że już wkrótce będę mogła obserwować młode, które po okresie przebywania w gnieździe, kiedy ślepe i bezbronne będą pozostawały pod opieką matki – pojawią się na gałęziach drzew i rozpoczną poszukiwanie swojego miejsca do życia.
W Krzeszowicach możecie spotkać wiewiórki w parku, w lesie, na działkach, w ogrodach – wszędzie tam, gdzie jest baza pokarmowa i dobre miejsce do budowy gniazda. Zwierzęta te chętnie zamieszkują w pobliżu siedzib ludzkich, ciesząc nasze oko wyglądem i nadziemną ekwilibrystyką.
Tekst: Paulina Szelerewicz, Stowarzyszenie Zielony Puszczyk.
Zdjęcia: Paulina Szelerewicz
Artykuł powstał w ramach współpracy Centrum Kultury i Sportu w Krzeszowicach z regionalną Dyrekcją Lasów Państwowych w Krakowie. Obie instytucje współtworzą projekt „Klub Przyjaciół Lasu”.

