Tacy ludzie jak Ania, zmieniają świat na lepszy. Pogodna, zawsze uśmiechnięta, jakby każdą chwilę chciała zaczarować. Do tego kreatywna ponadprzeciętnie, dlatego cokolwiek robiła, miało i sens i efekt. Nie, nie zwalała pracy na nikogo. Zarażała pomysłami, aż samemu chciało się je realizować, choć tak naprawdę, to była tylko drobna pomoc. Całą robotę i tak Ania brała zawsze na siebie.
Kiedy jako matka pierwszoklasisty rzuciła w szkole hasło „przedstawienie dla dzieciaków”, zaraz znalazła się grupka chętnych. No bo jak to? Dlaczego tylko uczniowie mają występować przed nauczycielami, a nie odwrotnie? I choć sama z racji zaawansowanej ciąży nie wcieliła się w żadną postać, to nie opuściła ani jednej próby. Spektakl wyreżyserowała, rodziców i nauczycieli zintegrowała, a dzieciom ze szkoły, do której chodził wówczas jej mały synek, sprawiła ogromną frajdę.
Taka właśnie była Ania: sprawiająca innym frajdę. Zarówno pięknym uśmiechem, jak i miłym gestem, ciepłym słowem, doskonałą kawą, a dokładnie „kavką”, bo tak nazwała swoją kawiarenkę, której klimat, jakże inny od tego we wszystkich kawiarniach, miał i nadal ma, tę cząstkę wyjątkowości. Stworzyła w Krzeszowicach miejsce spotkań, płaszczyznę do rozmów, twórczej realizacji pasjonatów literatury, rękodzieła, fotografii…
Z wykształcenia magister fizjoterapii. Nie da się zliczyć, ilu pacjentom krzeszowickiej Balneologii, w której pracowała przez wiele lat, nie tylko pomogła fizycznie, ale też podtrzymała na duchu, wsparła dobrym słowem, zaraziła uśmiechem. Podejście Ani do drugiego człowieka wyróżniało ją w każdym gronie. Potrafiła słuchać, doradzać, a kiedy było trzeba, obracać coś w żart z niebywałym wyczuciem i taką naturalnością, jakiej nie da się nauczyć; albo się ją w sobie ma, albo nie. Ania wśród wielu cudownych cech swej radosnej osobowości, miała i tę.
Życiowa optymistka, której wydawało się, że nie ma rzeczy niemożliwych. Niestety, jedna z nich stała się faktem: nie udało się Ani wygrać z chorobą. Odeszła. Osierociła nie tylko swoje dzieci, ale setki osób, które w upalny czwartek 28 sierpnia tego roku przybyły do Nawojowej Góry, by Ją pożegnać. Tłum ludzi pogrążonych w smutku podążał z kościoła na tamtejszy cmentarz w ciszy, by towarzyszyć Jej w ostatniej drodze.
Żegnaj, Aniu! Niech Ci będzie dobrze tam, gdzie teraz jesteś. Działaj dalej, już z góry, pamiętając o wszystkich, których Twoje odejście dotknęło i którzy są wdzięczni, że mieli możliwość Cię poznać. To był ogromny zaszczyt i niebywałe szczęście móc spędzić z Tobą chociaż krótką chwilę.
Agnieszka Wołodko

